sobota, 15 listopada 2008

Młody zostal wyeksmitowany do swojego pokoju a głupia matka poszła za nim. Fakt że nie śpię z nim w jednym łózku ale na kanapie obok,no ale na dzien dzisiejszy wieksza dzieląca nas w nocy odległośc wywołuje u mnie zaniepokojenia
Jak narazie jego samodzielne spanie nie osiągneło jeszcze wymarzonego przeze mnie poziomu ,bo młody budzi sie w nocy minimum raz i popłakuje( co mu sie zdarzało bardzo rzadko jak spalismy razem) ponadto jak przebudzi sie koło 6 rano to juz chce wstawac.Jak spał ze mną to przytulałam go jeszcze i spalismy dalej nawet do 8 rano. Ogólnie nie jestem zadowolona z obrotu spraw ale nie będe juz tego zmeniac ,myślę ze z czasem wszyscy przywyczaimy sie do nowej syuacji,a zwłaszcza ja.


Zakupiliśmy wczoraj chomika,Harivenu podeksytowany,mamusia tez szcześliwa:):)Brakowało mi jakiegos stworzonka w domu.Chomik jak narazie aklimatyzuje sie,więc go z klatki nie wyciagamy.W dzień sobie spi,pilnuje żeby młody jej tego odpoczynku nie zakłócał.W nocy buszuje krecąc sie jak szalona w kołowrotku.Harivenu zanim zaśnie stawia klatke obok łóżka i patrzy na stworka.Mówi cos do niej,pokazuje jej zabawki co chwila słychac z pokoju wybuchy smiechu.Już w drugiej dobie od zakupu powiedział że ją kocha:):)
Wojtuś na poczatku był przeciwny wszelkim zwierzakom.Ja chciałam świnke morską ale w ostateczności kompromis został osiagnięty i jest chomik.Prawdopodobnie w przysżłym miesiącu dojda jeszcze rybki,ale to już beda podobieczni wojtka. Marzy mu sie duże akwarium aja nie mam zamiaru bronic mu realizacji tych pragnień, mimo iz zawsze jakos nie podobała mi sie perspektywa trzymania rybek.Ja lubię zwierzeta które mogę dotknąc,przytulić itp no ale podobno z rybkami tez mozna nawiązac jaieś relacje. Zobaczymy:)
Z pewnościa Harivenu ucieszy się z obecnosci rybek.Kiedy odwiedzamy naszych znajomych którzy mają spore kwarium młody przygladac sie podwodnemu światu z dużą fascynacją.

poniedziałek, 10 listopada 2008

Dzisiaj wprowadzilismy troche zmian w przestrzeni domowej a co najważniejsze w kwestiach snu. Harivenu dzisiaj po raz pierwszy śpi sam w swoim własnym pokoju.Zrobilismy małe przemeblowanko,kupilismy materac,wyniosłam z pokoju młodego telewizor i w końcu dzieciak ma swój kąt.Zastanawiam sie ile razy obudzi sie szukając mnie,szukając mojej reki czy twarzy jak to robił do tej pory ? Troche dziwnie sie czuje myslac o tym że bede spała bez niego w innym pokoju,że tyle przestrzeni będzie nas dzielic.Uwielbialam z nim spać,przytulać sie do maleńkiego pachnącego ciałka:):) No ale musimy pomału przyzwyczajac go do spania samemu,jak pojawi sie druga dzidzia nie bedzie wygodnie ani zbyt bezpiecznie spac w jednym łózku. Chociaz nie powiem że byłoby miło miec swoje maluchy przy sobie.
Ponadto dzisiaj młody był pierwszy dzień w przedszkolu po 2 tyg przerwie.Panie powiedziały ze był troche markotny że miały wrażenie ze jest zmęczony. Po rozmowie z nim okazało się że był smutny bo mnie z nim nie było,chyba troche odzwyczaił sie od mysli że w przedszkolu jest sam bez rodziców.Ale najważniejsze że nie płakał i mam nadzieje ze w środe bedzie w lepszym humorze. Ściągam dla niego z internetu bajke Walle ,bedzie miał jutro niespodziankę :)

niedziela, 9 listopada 2008

Za oknem zawierucha,przez nieszczelne okno wpada mi do domu troche nieproszonego wiatru.Wokół cisza.Nowi sąsiedzi ,mieszkającuy pod nami dzisiaj nie włączyli muzyki,nie słysze ich głósów i dzwieków gier komputerowych.Współlokatorzy poszli juz spac bo mają zamiar rozpocząć jutro dzień wraz ze wschodem słońca.Szczęśliwczy!!
Harivenu też zapadł w sen,leży z w pozie symbolizujacej poczucie bezpieczeństwa,słychac jego miarowy spokojny oddech.
Wojtus w pracy.Zostałam sama i cieszy mnie to niezmiernie.Czekam z utesknieniem na wieczory kiedy w ciszy moge skupic sie na własnych sprawach,poczytac pomedytować ,porobc cos dla siebie samej. Zadziwiające jak niewiele trzeba żeby poczuć sie szcześliwym:) Czasami myśle że tyle czasu zmarnowałam,że to co odkrywam teraz mogłabym juz doswiadczyc wcześniej.Ale wiem że tak naprawde wszsytko sdzieje sie w odpowiednim czasie,że teraz jestem gotowa i swiadoma konieczności zmian,które mają pobudzic mój rozwój,rozbudzić moja duchowośc. Nocna pora bardzol sprzyja refleksji ,łatwiej poczuc ta niematerialna część naszego życia.W ciągu dnia natłok obowiazków i wydarzen sprawia że brakuje chwili na refleksje ,na wyciszenie. Chociaz dzięki obecnościHarivenu miewam takie krótie momenty,kiedy Go przytulam wowczas wszytko nabiera sensu,wówczas gromadze dobra spokojna energię i moge pedzic dalej:)

czwartek, 6 listopada 2008

wtorek, 4 listopada 2008





Sądziłam że potrafię emocjonalnie odciąc się od ostatnich doświadczeń z naszymi znajomymi a okazało sie ze jednak nie do końca. Zwłaszcza pewna osoba mnie irytuje i nie mogę na to nic poradzić.W zwiazku ze swoimi odczuciami nasze kontakty zazwyczaj przebiegały w mniej lub bardziej niemiłej atmosferze.Załeżało to od mojego jakby to powiedziec poziomu tolerancji na ta osobe.Potrzebuje jedna wiecej czasu niz myslałam,nie potrafie udawac że wszystko jest w porządku,że nie czuje żalu,złości.A ponieważ cała atmosfera mi nie słyuży,złe emocje mają wpływ nnnie tylko na moje ciało ale także hamuja mój rozwój duchowy postanowiłam całkowicie zaniechac kontaktów.Moze uda sie kiedys odbudowac nasze relacje,ale na dzien dzisiejszy jest to dla mnie za ciezkie.

Musze popracowac nad wybaczeniem, i to nie dotyczy tylko tej jednej osoby i jednej sytuaci.Bez wybaczenie nie posune sie do przodu,niczego nie zmienie ani we własnych emocjach ani w relacjach z innymi. Dużo pracy przede mną

sobota, 1 listopada 2008

Czuda Karana - ofiara obciecia włosów

W niedzielę 19 pażdziernika był wazny dzien dla naszej rodzinki i naszych przyjaciół,a zwłaszcza dla Harivenu.Tego dnia została przeprowadzona ofiara obciecia włosów.Ściecie włosów przedłuża życie,daje siłę,czystość i piekno.

Przygotowania trwały pełna para od wczesnego rana. Razem z Wojtkiem,Anandą i Paraviomą urzedowaliśmy w kuchni przygotowując jedzenie dla gosci.Zrobilismy dhal,ryż, warzywa smażone w sosie pomidorowym,kotleciki z cieciorki , sałatke. Ananda upiekła przepysznego murzynka,po prostu był bajecznie dobry,a jej maz zrobił gulabdzameny.Wszystko było pyszne.Impreza zaczeła sie w południe,wtedy zjawił sie bramin z rodzina i reszta zaproszonych gości,. Harivenu wcześniej uprzedzalsmy co sie bedzie działo a zwłaszcza kładlismy nacisk na to żeby mu zobrazowac jak wyglada strzyzenie włosów.Obawialiśmy sie że może wystraszyc sie maszynki do strzyzenia ale to było bezpodstawne.Były co prawda momenty kiedy był odrobine zaniepokojony podczas majstrowania mu przy włosach ale ani razu nie zapłakał i z cierpiwościa zniósł nie wygody zabiegów fryjerskich.Wyglada slicznie w nowej fryzurce,zwłaszcza z shiką z tyłu.Ja niezmiernie sie ciesze ze w końcu pozbylismy sie tych długich włosów,bo miała dosyc ciagłego informowania zainteresowanych że mimo że ma długie włosy to z pewnoscia jest chłopakiem.
Mam wrażenie że ofiara miała wpływ nie tylko na wyglad Harivenu ale także na jego zachowanie.Jakby wraz z włosami stał sie jakby to określic mniej mazgajowaty:):) i nie tylko ja tak uważam.

Młody wyglada teraz tak

niedziela, 5 października 2008




U nas wietrznie,deszczowo,wirusowo i melancholijnie a może powinam napisać apatycznie.To ostanie odnosi sie do mnie,bo od trzech dni jestem wypruta z jakiejkolwiek energii,kompletny maraz,ugotowanie obiadu to dla mnie katorga.
Mam nadzieję że to minie i to ja najszybciej,perspektywa kolejnych miesięcy bez słońca i w zimnie przeraża mnie.Młody chory teraz spi,juz chyba druga godzinę ,w nocy będzie problem żeby połozyc go do łózka...
Ja od trzech dni codzienie sobie obiecuje ze już jutro zrobie to co planowałam że powrócę do swoich obowiązków jak mantrowanie,arati czy czytanie literatury Vaisznawa.Nie wiem co za energia krązy wokól mnie i jak ja wypedzić z domu.
Jutro kolejny dzień,oby był lepszy...

wtorek, 2 września 2008

pierwszy dzień w przedszkolu




No więc dzisiaj był ważny,dzien w życiu moim i mojego syna,pierwszy raz zawitaliśmy do przedszkola.Młody oczywiście nie stresował się zbytnio nową sytuacją,bo dla niego przedszkole kojarzy sie ze świetną zabawą.Ja szczerze powiedziawszy miałam rano trochę bojka,jak sie młody będzie zachowywał,jak się bedzie czuł czy mu się spodoba itp itd?
Ale obawy okazały się bezpodstawne bo Filipus czuł sie wśród dzieci świetnie.Od razu po przekroczeniu progu przedszkola zabrał sie ochoczo do zabawy.Nowe zabawki to zawsze wielka frajda:)Komplikacje ,ale nie wielkie,pojawiały sie w momencie kiedy pani coś od niego chciała.Nie ragował bo nie rozumiał jej ni w ząb:) Ale i to z czasem rozwiąże się samo.Po to ma chodzić do przedszkola żeby nauczyć się angielskiego,za 1,5 roku czeka go szkoła.
Byłam dumna z niego kiedy siedział razem z dzieciakami przy stole i sam z apetytem szamał drugie śniadanie.Był słodki kiedy podobnie jak inne dzieci pobiegł do łazienki umyć sobie ręce.Uśmiech nie schodził mi z ust kiedy patrzyłam jak gęsiego idzie z dzieciakami na plac zabaw i próbuje śpiewac piosenki które nucą panie:)
Teraz już słodko śpi,jutro czekają nas kolejne atrakcje w przedszkolu


aaa zapomniałabym,zaskoczył mnie bo przed snem powiedział Are you oki? :):):)mój bystrzak

piątek, 29 sierpnia 2008

jak skleić serce złamane?

i to nie złamane w miłości lecz w przyjażni.Przynajmniej sądziłam że te relacje to była przyjażń.Cza pokazał jednak że tam gdzie chodzi o kasę,własna wygodę nie ma miejsca na sentymenty.Jeszcze pseudo przyjaciele oczekują że zrozumiesz ich motywacje,że wykażesz się wspaniałomyślnościa i nie będziesz odczuwać żalu i chęci odcięcia się od nich.Miałam na poczatku żal duży,było mi tak przykro że każda myśl ( a nachodziły mnie niestety często)o tej sytuacji wywoływała moje łzy.Ale przełknełam kulę goryczy,przemyślałam wszystko,emocje opadły i stwierdziłam że spoko że może byc tak jak kiedyś, że nadal będziemy przyjaciółmi.
Udaje się po części....

Nie wiem czasami jak mam się komunikować z ludzmi?Dla mnie zawsze ważna była szczerość,rozmowa,mówienie sobie w prost co nam nie pasuje co nas boli-to dla mnie dobre podstawy do budowania przyjazni.Obrażanie się,nie odzywanie do drugiej osoby to dla mnie dziecinada...No ale co niektórzy nie potrafia stanąc ponad swoim wielkim wydmuchanym ego.Jak to mówi mój mąż w związku z obecna sytuacja między nami a naszymi niby przyjaciółmi "szkoda...ale tylko szkoda"

czwartek, 28 sierpnia 2008

Mam 3 latka,trzy i pół...

sięgam głową ponad stół....To wierszyk o przedszkolu,którego uczyłam sie bedąc przedszkolakiem.Przypomniał mi się bo mój malutki synek za 5 dni idzie po raz pierwszy do przedszkola.Po prostu cięzko mi w to uwierzyć że Filipus juz jest takim duzym chłopcem....
Byliśmy dzisiaj całą rodzinką porozmawiac z dyrekcja przedszkola,poznac więcej szczegółów.Przedszkole jest maleńkie ,mieści się na terenie Bhaktivedanta Manor.W grupie jest tylko 12 dzieci co jest według mnie dużym plusem.Wszytko mi się bardzo podobało.Zobaczymy jak młody będzie się czuł w nowym otoczeniu i w nowej sytuacji,Mój malutki dzidziuś przedszkolakiem!! Po prostu nie moge w to uwierzyć:)
Ponadto dzień minął nam dzisiaj bardzo miło.Spędziliśy popołudnie wszyscy razem,co zawsze sprawia że napełniam się zapasami optymizmu i pozytywnej energii.Gromadzę ją na te dni kiedy Wojtek jest w pracy a ja spedzam wiele godzin tylko z Filipkie.
Tak więc były wygłupy na placu zabaw,jedzenie pysznych lodów domowej roboty,pózniej rozmowa na skypie z babcią Bożenką i poplotkowałam też z Jowitą.Ogólnie to był bardzo udany dzień...

środa, 27 sierpnia 2008

Młody śpi,wojtek jak zawsze w pracy,ja sama ,nie wiem co mam robić z tym wieczorem.Spać jeszcze nie pójdę bo to jedyne chwile w ciągu doby które mam tylko dla siebie.A mimo to nie wiem jak je wykorzystać? Miałam dzisiaj senny dzień,nic mi się nie chciało,zabrakło mi zapału który ostatni jakoś udawało mi się z siebie wykrzesać.
Za dwa tygodnie czeka nas kolejna przeprowadzka.Mam już dosyć tej wiecznej tułaczki,ciągłego zmieniana miejsc,przenoszenia tych gratów.Czasami marzy mi się własny dom.Myśle o tym by tak jak inni wziąśc kredyt zadłużyć się na następne 30 lat i mieć własny kąt.Tylko że jak kupimy sobie dom to wypadałoby go użądzić.Kupic meble,zasłony i dywany oraz bibeloty aby ładnie wszytko wyglądało.I wówczas wpadam w pułapke której chce uniknąc.Nie chcę gromadzić dóbr materialnych,Tracic ebnergię na zdobywanie nowych rzeczy,przywiązywac się do nich,przywiązywać się do jednego miejsca.
Lepiej poświęcić czas na duchowy rozwój na lepsze relacje z innymi ,lepiej dbać o miłośc która jest mi dana.Nie ważne czy będe mieszkać we własnym domku z ogrodem ważne ze będę razem ze swoimi bliskimi....

czwartek, 3 kwietnia 2008

trochę smutna




Wojtek szuka nowej pracy,jak narazie ciągle jako ochroniarz.Był dzisiaj na kolejnej rozmowie no i chca go zatrudnić.Wszystko byłoby oki,gdyby nie to że to praca po 12 godzin dziennie.Na samą myśl o tym chce mi się wyć.Dlaczego tem świat jest taki popiepszony,dlaczego żeby móc zarobić na rodzinę trzeba tyle tyrać? To wszystko jest kosztem naszego naszego wspólnie spędzanego czasu.Najbardziej mi żal Filipka że będzie widywał tatę w weekendy.Proponowałam wojtkowi aby przyjął wcześniejszą ofertę,gdzie jest mniej godzin,ja wówczas poszłabym np sprzątać i postaralibyśmy się o jakąś pomoc socjalną.Ale on narazie chce tam pracować żeby wyjść na prostą.Obiecał mi że to chwilowe.Zgodziłam się.Zresztą w czerwcu wyjeżdżam z Filipem na 2,5 miesiąca do Polski ,więc i tak byśmy sie nie widzieli.Może w tym czasie coś się zmieni.Tak bardzo chciałabym miec jeszcze jedno dziecko,ale co wtedy,jak utrzymać rodzinę?Chcę mi się płakać ...........

sobota, 29 marca 2008

nowe miejsce

Znowu miałam przerwę w pisaniu,ale brakło zarówno czasu jak i chęci.Od dwóch tygodni mieszkamy w nowym miejscu,w Bushey,małe miasteczko pod Londynem.Wynajmujemy mieszkanie razem z zaprzyjaznioną rodzinką-Jagim,Adi i dwójką ich synów,Jaganatem i Sambą.Filip w końcu ma towarzystwo dzieci.Ciągle się urządzamy,Mieszkanie jest spore,piętrowe.Sa trzy pokoje na górze ,na dole kuchnia i salon.Pomalowalismy dom na jasne,ciepłe kolory,no oprócz mojego i wojtka pokoju bo u nas jest na ciemno oliwkowy,Jagi mówi że mamy kolor ścian jak w czołgu,więc jest czołgowo:)
Pomału zwiedzamy okolcie,mamy blisko do dwóch parków więc dzieciaki mają gdzie się wyszaleć.Do świayni również rzut beretem,ale jeszcze nie obczaiłam ile zajmie dostanie się do niej na nogach.Jeszcze zostało nam znaleśc jakiś basen dla Filipka i w miarę blisko przychodnię.Po mału się zadomawiamy.Czekam z utęsknieniem na ciepłe,słoneczne dni bo obecna pogoda działa na na mnie depresyjne i jestem apatyczna.Próbuję z tym walczyć ale z mizernym skutkiem,więc czekam na lepsze dni.....

piątek, 29 lutego 2008

Dekret miłości



Dekret ten czytam co wieczór.Jest bardzo piękny,warto go powtarzać

GŁĘBOKO W CENTRUM MOJEJ ISTOTY JEST NIEWYCZERPANA STUDNIA MIŁOŚCI.TERAZ POZWALAM TE MIŁOŚCI WYPŁYNĄĆ NA POWIERZCHNIĘ. NAPEŁNIA ONA MOJE CIAŁO, MÓJ UMYSŁ,MOJA ŚWIADOMOŚĆ, CAŁĄ MOJĄ ISTOTĘ I ROZCHODZI SIE ODE MNIE WE WSZYSTKICH KIERUNKACH I POWRACA DO MNIE POMNOZONA. IM WIĘCEJ MIŁOŚCI DAJE TYM WIĘCEJ MAM DO DANIA-JEJ ZASOBY SĄ NIESKOŃCZONE. POSŁUGIWANIE SIĘ MIŁOŚCIĄ SPRAWIA ŻE CZUJĘ SIĘ DOBRZE. JEST TO WYRAZ MOJEJ WEWNĘTRZNEJ RADOŚCI.
KOCHAM SIEBIE
DLATEGO Z MIŁOŚCIĄ TROSZCZĘ SIĘ O MOJE CIAŁO
Z MIŁOŚCIĄ KARMIĘ JE POŻYWNYM JEDZENIEM I NAPOJAMI
Z MIŁOŚCIA PIELEGNUJE JE I ODZIEWAM,A MOJE CIAŁO Z MIŁOŚCIĄ ODPOWIADA MI WIBUJĄCYM ZDROWIEM I ENERGIĄ.
KOCHAM SIEBIE
DLATEGO ZAPEWNIAM SOBIE WYGODNY DOM,TAKI,KTÓRY SPEŁNIA WSZYSTKIE MOJE WYMAGANIA I W KTÓRYM PRZYJEMNIE JEST BYĆ. NAPEŁNIAM POKOJE WIBRACJĄ MIŁOŚCI,ABY KAŻDY WCHODZĄCY, ŁĄCZNIE ZE MNĄ, CZUŁ TĘ MIŁOŚĆ I MÓGŁ SIĘ NIĄ KARMIĆ.
KOCHAM SIEBIE
MAM WIĘC PRACĘ KTÓRA SPRAWIA MI PRAWDZIWĄ RADOŚĆ I W KTÓREJ UŻYWAM SWOICH TWÓRCZYCH TALENTÓW I UMIEJĘTNOŚCI. PRACUJĘ DLA LUDZI Z LUDZMI KTÓRYCH KOCHAM I KTÓRZY KOCHAJĄ MNIE I DOBRZE ZARABIAM.
KOCHAM SIEBIE
ZACHOWUJE SIE WIĘC W KOCHAJĄCY SPOSÓB WOBEC LUDZI, BO WIEM, ŻE TO, CO DAJE, POWRACA DO MNIE ZWIELOKROTNIONE. PRZYCIĄGAM TYLKO KOCHAJĄCYCH LUDZI DO MOJEGO ŚWIATA,BO ONI SĄ ZWIERCIADŁEM TEGO, CZYM JESTEM JA
KOCHAM SIEBIE
DLATEGO WYBACZAM I CAŁKOWICIE UWALNIAM PRZESZŁOŚĆ I WSZYSTKIE PRZESZŁE DOŚWIADCZENIA I JESTEM WOLNY
KOCHAM SIEBIE
DLATEGO ZYJĘ CAŁKOWICIE I TERAŻNIJSZOŚCI, DOŚWIADCZAJĄC KAŻDEJ CHWILI JAKO DOBREJ I WIEDZĄC, ŻE MOJA PRZYSZŁOŚĆ JEST JASNA,RADOSNA I BEZPIECZNA,BO JA JESTEM UKOCHANYM DZIECKIEM WSZECHSWIATA I WSZECHŚWIAT Z MIŁOŚCIĄ TROSZCZY SIĘ O MNIE TERAZ I ZAWSZE
I TAK JEST NAPRAWDĘ
KOCHAM CIĘ

wtorek, 26 lutego 2008

Lęki


To iż nie mogę zapomnieć wypadku Filipa bierze się podobno z tego m.in że uważam że to moja wina.Tak to prawda,tak myslę.Bo to ja dałam mu tego batonika,którym się zaksztusił,to ja jako matka powinnam przewidzieć że coś takiego może się wydarzyć.Ponadto wierząc w reinkarnację i prawo karmy ciąglę się zastanawiam czy to jego zła karma czy moja mogła wpłynąć na to co się wydarzyło.Nasze istnienia są ze sobą połączone a więc i nasze karmy również.Jeśli to tylko efekt moich przeszłych a może i terazniejszych niezbyt chwalebnych uczynków? Ciągle się boję że jak zrobie coś zle to odpowie za to mój syn,to przez jego cierpienie ja zostanę ukarana.chciałabym czasami tego nie analizować,nie zastanawiać się jaką lekcja miało to byc dla nas? Po porstu chciałabym żeby ktos mi powiedział "tak się po po prostu dzieje,nie mamy na to wpływu"-no i oczywiście żebym jeszcze w to uwierzyłam.
Od wypadku Filipa obsesyjnie sprawdzam czy oddycha jak śpi,ciągle śpimy razem.Każda jego choroba powoduje u mnie rozstrój nerwowy.Tydzień temu w środku nocy pędzilusmy do szpitala bo złapał zapalenie krtani i miał problemy ze swobodnym oddechem-myślałam że osiwieję.Ile mogę wytrzymać?
Czasami obrazy z jego pobytu w szpitalu wracają do mnie,są jak migawki pojawiające się w ciągu dnia,nagle ....
Chciałabym zapomnieć,wymazać z pamięci jakby to się nigdy nie zdarzyło.
Postanowiłam spróbować uwolnić się ze swoim lęków poprzez afirmację.Pracuję nad sobą,muszę jesli chcęnie chcę przerzucać na moje dzieci moich obsesji i obaw.

sobota, 23 lutego 2008

Horoskopy

Pewna bardzo miła osóbka za pomocą chińskiego horoskopu próbowała znaleść odpowiedzi na nurtujące mnie problemy.Zwłaszcza na mój lęk rzed smiercią,ćiągłe myslenie ze coś złego stanie się mojemu synowi,obawy co do tego czy powinnam mieć teraz drugie dziecko.?

Mój horoskop

rok z owca
miesiąc o bawół
dzień d koń
godzina o tygrys

koncepcja z smok
życie d bawół
dekada m smok (do 33) potem m wąż
yin/yang zrównoważone z tendencja do yin

co do twojego pytanie to trudno orzec bez zwierzaków filipka. nie masz wybitnych panikarzy którzy nakręcaliby lęki nałogowo, choć owca nie jest od tego mimo wszystko wolna.

nie wiem czy nad młodym coś ciąży czy nie, to odrębna kwestia i u ciebie tego nie dojrzę, ale u ciebie widzę inna rzecz: sama masz zdolność wkręcania sobie (i innym) pewnych rzeczy a tu jest kilka ku temu możliwości.

po pierwsze koń ma cel a przy emocjonalnej owcy i najpewniej bardzo emocjonalnej relacji z synem (nawet nie od początku to już na pewno w czasie i po chorobie) Twoim celem jest najwyższe dobro Filipka. nie jest to niczym dziwnym, bowiem wszelkie kłopoty ze zdrowiem dzieci są przez wrażliwców bardzo emocjonalnie odbierane.

ale z racji tygrysa i smoka (smok w koncepcji) jest to też odbierane ambicjonalnie, bowiem choroba dziecka może świadczyć o nieudolności rodzica. oczywiście choroba dziecka nie świadczy o takiej nieudolności ale wewnątrz Ciebie jest takie, świadome lub podświadome, przekonanie. dobrze by zatem było zabrać sie za nie, a wtedy łatwiej będzie się odnaleźć.

owca jest zmienna i rozbrykana zatem myśli przelatują jej przez głowę nie tylko szybko ale i z niemałym łoskotem skrzydeł. ma to swoje jasne strony ale i ciemne. jeśli pozwolisz którejś z nich sie zadomowić to koń niechcący może potraktować je jako cel i do nich dążyć. jeśli to pozytywna idea to tylko dobrze, gorzej jeśli to lęk. zatem warto popracować nad myślami i ich galopem, bowiem może on być zarówno bardzo konstruktywny jak i destrukcyjny. to tylko od ciebie zależy.
druga strona galopu myśli jest taka, że taki galop burzy stabilizację bawoła. ogólnie owca i bawół raczej średnio sie dogadują, stąd tez może ci towarzyszyć sporo sprzecznych emocji: z jednej strony potrzeba stabilizacji ale z drugiej ewakuacja na myśl o nie bo sie kojarzy ze stagnacją. z jednej strony pęd ku pięknu i sztuce ale z drugiej ku praktyczności i zaradności.
owcę i bawoła niełatwo pogodzić ale na szczęście koń będzie umiał to zrobić: jest wystarczająco praktyczny by się z bawołem dogadać ale z drugiej strony ceni wolność zatem i owca będzie mogła znaleźć porozumienie.

zatem nastaw swój cel na zdrowie, szczęście i rozwój a koń oba zwierzaki pchnie we właściwym kierunku


Horoskop Filipka

rok d kogut
miesiąc w koń
dzień d świnia
godzina d małpa

koncepcja w kogut
życie d królik
dekada o koń next(od5) m wąż
yin/yang zrównoważony z tendencją do yang


zatem tak:
co do pierwszych wątpliwości: tak filipek jest bardzo podatny na wypadki ale to tylko i wyłącznie z powodu jego dynamicznej natury. nie dość że ciekawska małpa co to wszystko dotknie, wszędzie wlezie i spokojnie w miejscu nie usiedzi to jeszcze do 5 roku życia dekada konia zatem wybitnie będzie szedł najkrótszą drogą do celu. efekt taki, że jego ciekawość będzie dosłownie, szybko i najkrócej jak to możliwe realizowana, zatem jako rodzić lepiej miej oczy dookoła głowy

po 5 urodzinach trochę się zmieni ale jak to już od ciebie zależne bowiem wejdzie w dekadę węża a to spowoduje, że będzie spełniał twoje oczekiwania. zatem jeśli uwierzysz że jest dynamiczny, kłopotliwy i wiecznie ma kłopoty to taki zostanie na kolejne 10 lat. już nie tyle z natury ale z powodu spełniania twoich oczekiwań (w tym przypadku lęków).

zatem choć twoje obawy mają pewne odzwierciedlenie w jego dynamicznej naturze, to jednak twoje podejście do sprawy jest nie mniej ważne jeśli nie bardziej: bowiem przy jego kogutach (skłonnych z natury do brawury oraz dogmatycznych) jeśli uwierzy w twoje lęki możesz być pewna ze będziesz miała wiele potwierdzeń, że masz sie o co martwić. bo kogut to jedyne zwierze które samotnie stanie do walki przeciw całej armii jeśli tylko sprawę uzna za godną takiej brawury. a nawet nie tak, bowiem w oczach koguta to nie brawura tylko zwykła odpowiedzialność. rzecz jasna tylko w oczach koguta.

ma w sobie wiele drzewa a to powoduje, ze jest bardzo kreatywny zatem bardzo ważne byś znalazła mu źródła rozładowania tej aktywności bowiem jeśli będzie w nim wzbierać samoistnie kiedyś filip może cie bardzo zaskoczyć, nawet za bardzo.

zatem po pierwsze sama popracuj nad swoimi lękami, by nie dawać mu niebezpiecznej pożywki, po drugie pozapisuj go nie tylko do przedszkola ale jeszcze na różne zajęcia.

filipek mimo swej bardzo dynamicznej natury ma też delikatną i wrażliwą świnkę i jeśli ją widzisz możesz mieć obawy o niego, jednak koń, małpa i kogut wielokrotnie przebijają ja swymi temperamentami, zatem o przedszkole sie nie bój, świetnie sie tam odnajdzie a i część swej niezmierzonej energii pozostawi

on bardzo potrzebuje towarzystwa, ludzi, uwagi.


co do drugiego dziecka to bym sie wahała patrząc w zwierzaki, przynajmniej dopóki nie uporządkujesz kwestii swoich lęków i nadmiarów energetycznych filipka. (jeśli są nieujawnione to jeszcze bardziej bym sie martwiła, gdyż to kiedyś wybuchnie) Filip potrzebuje niemałej uwagi. małe dziecko niestety odwróci ja od niego a to może spowodować,z e bezie chciał zwrócić na siebie uwagę a przy jego temperamencie kierunek jest dość jasny niestety. z drugiej strony u filipka jest świnka zatem zakocha sie w dzidziusiu jeśli tylko sam nie poczuje sie odsunięty (patrz: mama pozbywa sie lęków, filip ma mnóstwo zajęć a i mama ma czas dla filipa) zatem jeśli uporządkujesz siebie wewnętrznie do tej pory to rodzeństwo może być ciekawym pomysłem. jesli jednak nie uporządkujesz to może być tylko wzmocnieniem wszystkich obaw, lęków i niestety nawet ich materializacją.

jeśli się uporasz z lękami a z filipkiem nawiążesz fajne relacje (takie oparte na zaufaniu, nie tylko wzajemnym ale i do świata w ogóle) to po jego 5 urodzinach rodzeństwo może być fantastycznym pomysłem, teraz jednak lepiej mieć oczy dookoła głowy
_________________

piątek, 22 lutego 2008

Pobyt mamy

No mam nadzieję że w końcu uda mi się napisać parę słów.Ostatnio albo nie miałam czasu aby się tym zająć albo wywalało mi neta już w trakcie pisania.Zniechęcało mnie to na jakiś czas.....ale podejmuje kolejna próbę.
Mama moja ukochana przyleciała do nas 11 lutego, była tydzien,troche krótko ale dobre i tyle.Filip na widok babci miał łzy w oczach i od razu wyciągnął do niej ręce.Jak się przykleił do niej na lotnisku tak nie odstępował jej na krok przez cały pobyt.Ja już nie istniałam.Nie żeby mnie to specjalnie zmartwiło,wręcz przeciwnie miałam w końcu troche czasu dla siebie i oddetchnełam też psychicznie od ciągle wiszącego mi na szyji bąbla.
Spędziliśmy ten czas, aktywnie zwiedzając okolice,która zresztą jest przepiekna i pełna atrakcji.Pogoda jak na Anglie była cudowna,słoneczna,ciepła, zero deszczu.
Parę zdjęc z naszych wojazy mozna zobaczyc w moim albumie na google-adres strony jest w linkowni:):

piątek, 8 lutego 2008

nie mam pomysłu na tytuł

U nas póżna noc,ja jak zawsze nie śpię.Dopiero nocą mam czas tylko wyłącznie dla siebie.Filipek słodko śpi(dzisiaj wyjątkowo usnął sam bez asysty mamy),a Wojtek w pracy.Co prawda wpada co jakiś czas do domu,zwykle żeby coś przekąsić no ale też często żeby sie przytulić do zony:)Dlatego też lubię trochę jego pracę:)
Dzisiaj miałam kolejną lekcję angielskiego i mam wrażenie że robię w końcu postępy.Tylko jedno co sprawia mi trudność to przemóc sie i zacząć mówić.Mam pietra,najłatwiej,kiedy ktoś coś zagaduje do mnie powiedziec;I'am sorry I don't speak English.Tchórz ze mnie....
W poniedziałek przylatuje do nas na tydzień moja mama.Bardzo się cieszę,nie widziałyśmy się 3 miesiące.Cieszy mnie najbardziej świadomośc jaką radość sprawi jej spędzenie troche czasu z Filipusem.No i ważne żeby młody nie zapomniał babci z Polski:):)Oki zmykam spać,młody wstanie o 8 rano a ja będe nie przytomna.

poniedziałek, 4 lutego 2008

Trochę faktów

Filipek urodził się 20 czerwca 2005 roku o godzine 9 57. Przyszedł na swiat w szpitalu w Szczecinie w wyniku cesarskiego cięcia wykonanego na moim brzuchu.On ma pepek pamiatkę po zyciu płodowym ja bliznę powyżej spojenia łonowego na dodatek krzywą:):)
Ze wzgledu na to że urodził sie miesiąc wcześniej niż było w planach,ważył 2080 g i miał 48 cm długości- był tak maleńki że bałam się go brać na ręce o kąpieli to wogóle nie było mowy.
Ale co najważniejsze był zdrowy,dostał 10 punktów w skali Apgara( mój chłopak!!!) i po tygodniu chodzenia po szpitalu w koszuli w której było mi widać zarówno tyłek jak i powiększone laktacją piersi wrócilismy w końcu do domu.A to parę zdjęc małego pikaczu:







Pierwszy ząbek pojawił się jak Filipus miał 7 miesięcy i w tym samym czasie zaczał siedzieć.



Od 8 do 13 miesiąca zycia zwiedzał swiat raczkujac-potrafił sie przemieszczac szybko jak błyskawica:)


Pierwszy krok jak miał rok i miesiac-lipiec 2006 rok.Tera filipus ma 2 lata i 7 miesecy i wyrasta na fantastycznego faceta.

wtorek, 29 stycznia 2008

Samskary

Decyzję o dzecku podjelismy w pazdzierniku 2004 roku.Była to decyzja spontaniczna,a jej realizacja szybka i skuteczna bo 8 miesięcy póżniej pojawił się po drugiej stronie Filip.


A tak wyglądał Filip w swoich pierwszych tygodniach życia.





Kiedy byliśmy w 6 miesiącu ciąży zostały przeprowadzone jednocześnie dwie ofiary;miały one na celu ochronę matki i nienarodzonego dziecka.

Ceremonia o zdrowie dziecka-Pumsawana Samskara

Celem tej ceremoni jest pobłogosławienie dziecka zdrowiem i dobrym charakterem. Dzięki niej dziecko spełni oczekiwania i pragnienia swoich rodziców.

om pumamsau mabawisznu-vasudewau/pumamsau aczjutanantau ubhau/puman gowindas cza wisznu cza/puman garbhabas tawodare.

" Niech Bóg,Największy twórca,Niepokonany i Nieograniczony Pan,zagosci w twoim łonie,niech chroni On nasze dziecko."

Ceremonia o zdrowie matki- Simantonnajana Samskara

Ceremonia ta ma zapewnić spokój i szczęście przyszłej mamie.Jej celem jest usunięcie negatywnych myśli i zabezpieczyć matkę przed subtelnymi istotami.

sobota, 26 stycznia 2008

ciągle gdzieś, nie wiadomo gdzie.....

Od stycznia 2003 roku, ucząc się życia we dwoje,przemieszczalismy się z miejsca do miejsca.Każda zmiana miejsca niosła ze sobą nowe doświadczenia, nowych ludzi, nowe mozliwości...


Opuściliśmy piękne przestrzenie akademickich pokojów pod koniec lutego 2003 roku.Wyprowadzilismy się do uroczego,zimnego jak diabli domku w Szczecinie Dąbiu.Spędziliśmy tam miesiąc,grzejąc w kominku(to był chyba jedyny romantyczny aspekt tego miejsca)cichaczem wynoszonym z lasu chrustem.

Przystań jachtowa w Szczecinie Dąbiu








W marcu wynajeliśmy pokoich w Tanowie.Właścicielami mieszkania było trochę dziwne małżeństwo z parą równie zakręconych kotów.Było tam cicho,zielono,ehhh mimo posiadania tylko jednego pokoju i dzielenia się łazienką w której ciagle na siebie wpadaliśmy,dobrze się tam mieszkało.

Tanowo








Lipiec 2003- przeprowadzka z powrotem do miasta,rzut beretem od centrum.
Piękne mieszkanko na poddaszu,blok umieszczony na wziesieniu,moglismy więc zokien podziwiać nocą panoramę miasta.W dole opuszczony sad,w którym nie raz zapełnialismy nasze puste brzuchy pysznymi owocami.Mieszkał z nami Marcin, który teraz pewnie jest w Mayapur w Indiach.Zapuscilismy tam korzenie na dłużej, bo aż na półtora roku:):)
Własnie w tym mieszkaniu, na andresoli, do której mój małżonek sam zrobił i przytargał drabinę,w wyniku aktu miłości spłodziliśmy Filipa.

Osiedle na duńskiej










W 2005 roku,w okolicach zimy,przeniesliśmy się na drugi brzeg miasta.Ze względu na powiększenie się rodziny,potrzebowalismy więcej miejsca.Padło na mieszkanie na Jasnej.Ja z pikaczu w brzuchu,Wojtek oraz Bóstwa dostalismy najwiekszy, niebieski pokój.Oprócz nas, Ali,Agnieszki i czasami krótko bądz długoterminowych gości,mieszkały z nami dwa króliki Łata i Bobek.Było naprawdę ciekawie.

Ulica Jasna







W grudniu 2005 przenieślismy się do Stargardu Szczecińskiego.Mieszkaliśmy 3 miesiące w dużym ale raczej małoprzyjemnym jesli chodzi o wibracje mieszkaniu.Następnie wyprowadzilismy się do Kluczewa.Osiedle na którym mieszkaliśmy powstało z przerobienia radzieckiej bazy lotniczej,Mielismy urocze mieszkanko,okolica była cicha,otoczona drzewami.Było tam nam naprawdę dobrze:)

Stargard Szczeciński Ratusz








Polskie realia,czyli barak kasy,zmusiły Wojtka do wcześniejszego niż planowaliśmy,wyjazdu za granicę.8 maja 2006 roku poleciał do Wielkiej Brytani,ja całe lato spędziłam z Fifulcem u mojej mamy.
Od pażdziernika zaczynałam ostatni rok studiów, więc wróciliśy do Szczecina i zamieszkałam z młodym w tetniącym życiem akademiku.
Teraz od listopada 2007 roku jestesmy już wszyscy razem, mieszkamu w Greendale, w okolicach Exeter.Za parę tygodni przenosimy się pod Londyn,tak więc jak dotąd nie udaje nam się zagrzać miejsca na dłuzej....:)

przysiegam że zawsze....





Moja przysiega


Szukałam wsród ludzi, tej najważniejszej osoby, która by mnie otworzyła,która sprawiłaby że słowa będą płynąć swobodnie bez wysiłku z mojej strony.Potrzebowałam jej by móc powiedziec o wszystkim co jest we mnie, by moc zobaczyć w jej oczach błysk zainteresowania i zrozumienia.Szukałam kogoś, kto będzie się ze mną smiał, ganiał po łące nieistniejace motyle, przytulał polczek do kory drzewa.Kogoś kto otarłby dłonia łzy z mojej twarz, kto wziałby moje dłonie w swoje i sprawił że przestana drżeć.Teraz wiem że juz znalazłam....ciebie
Kocham cię,jesteś moim szczęściem.Twój obraz ktory noszę w serceu towarzyszy mi w każdym momencie.Jesteś zródłem mojego spokoju i radosci.Jestem wielka szczęsciara, móc zaczynać dzień budząc się u Twojego boku,iść przy Tobię ramię w ramię i móc być swiadkiem Twoich uczuć, marzeń i myśli.Chciałabym móc być z Tobą na zawsze, w tym życiu i w przyszłym.Chocby tylko jako kamień na którym zmeczony oparłbyś głowę aby odpocząć.Pragnę wieczności z Tobą........


Wojtka przysięga:

Nie wiem jak to opisać,kiedy woda nie gasi pragnienia, pożywienie nie tłumi głodu, a powietrze jest zbyt gęste aby nim oddychać.?

Nie wiem jak nazwać stan w którym życie staje się obowiązkiem.a na mysl o następnym dniu i egzystencji bez celu i nadzieji ogarnia zmęczenie i apatia?

Lecz wiem ze współczuję tym którym los zabrał nadzieję i sens istnienia.
Gdyż wiem że bez ciebie był bym jednym z nich.Jesteś moją drogą i celem podróży.

Ja i On

Po raz pierwszy spotkalismy się w 2001 roku.To był mój pierwszy rok studiów.Zamieszkałam w akademiku, na tym samym piętrze co Wojtek.Dzieliła nas odleglość trzech pokoi.Spotykalismy sie na korytarzu,bo tam często kwitło zycie towarzyskie studentów.Zaprzyjazniliśmy się.Pamietam długie rozmowy dla których zarywaliśmy noce.I tak trwało ta nasza przyjazń 1,5 roku,w końcu przyszło to co nieuniknione,pierwszy pocałunek, po którym juz nie było odwrotu:).Pokonczylismy dawne znajomości i zaczeliśmy wspólna wędrówkę która trwa do dzisiaj.
Pół roku po deklaracji że chcemy być razem, wzielismy ślub,była to czerwiec, noc świętojańska, rok 2003.