i to nie złamane w miłości lecz w przyjażni.Przynajmniej sądziłam że te relacje to była przyjażń.Cza pokazał jednak że tam gdzie chodzi o kasę,własna wygodę nie ma miejsca na sentymenty.Jeszcze pseudo przyjaciele oczekują że zrozumiesz ich motywacje,że wykażesz się wspaniałomyślnościa i nie będziesz odczuwać żalu i chęci odcięcia się od nich.Miałam na poczatku żal duży,było mi tak przykro że każda myśl ( a nachodziły mnie niestety często)o tej sytuacji wywoływała moje łzy.Ale przełknełam kulę goryczy,przemyślałam wszystko,emocje opadły i stwierdziłam że spoko że może byc tak jak kiedyś, że nadal będziemy przyjaciółmi.
Udaje się po części....
Nie wiem czasami jak mam się komunikować z ludzmi?Dla mnie zawsze ważna była szczerość,rozmowa,mówienie sobie w prost co nam nie pasuje co nas boli-to dla mnie dobre podstawy do budowania przyjazni.Obrażanie się,nie odzywanie do drugiej osoby to dla mnie dziecinada...No ale co niektórzy nie potrafia stanąc ponad swoim wielkim wydmuchanym ego.Jak to mówi mój mąż w związku z obecna sytuacja między nami a naszymi niby przyjaciółmi "szkoda...ale tylko szkoda"
piątek, 29 sierpnia 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz