niedziela, 5 października 2008




U nas wietrznie,deszczowo,wirusowo i melancholijnie a może powinam napisać apatycznie.To ostanie odnosi sie do mnie,bo od trzech dni jestem wypruta z jakiejkolwiek energii,kompletny maraz,ugotowanie obiadu to dla mnie katorga.
Mam nadzieję że to minie i to ja najszybciej,perspektywa kolejnych miesięcy bez słońca i w zimnie przeraża mnie.Młody chory teraz spi,juz chyba druga godzinę ,w nocy będzie problem żeby połozyc go do łózka...
Ja od trzech dni codzienie sobie obiecuje ze już jutro zrobie to co planowałam że powrócę do swoich obowiązków jak mantrowanie,arati czy czytanie literatury Vaisznawa.Nie wiem co za energia krązy wokól mnie i jak ja wypedzić z domu.
Jutro kolejny dzień,oby był lepszy...

Brak komentarzy: