sobota, 26 stycznia 2008

ciągle gdzieś, nie wiadomo gdzie.....

Od stycznia 2003 roku, ucząc się życia we dwoje,przemieszczalismy się z miejsca do miejsca.Każda zmiana miejsca niosła ze sobą nowe doświadczenia, nowych ludzi, nowe mozliwości...


Opuściliśmy piękne przestrzenie akademickich pokojów pod koniec lutego 2003 roku.Wyprowadzilismy się do uroczego,zimnego jak diabli domku w Szczecinie Dąbiu.Spędziliśmy tam miesiąc,grzejąc w kominku(to był chyba jedyny romantyczny aspekt tego miejsca)cichaczem wynoszonym z lasu chrustem.

Przystań jachtowa w Szczecinie Dąbiu








W marcu wynajeliśmy pokoich w Tanowie.Właścicielami mieszkania było trochę dziwne małżeństwo z parą równie zakręconych kotów.Było tam cicho,zielono,ehhh mimo posiadania tylko jednego pokoju i dzielenia się łazienką w której ciagle na siebie wpadaliśmy,dobrze się tam mieszkało.

Tanowo








Lipiec 2003- przeprowadzka z powrotem do miasta,rzut beretem od centrum.
Piękne mieszkanko na poddaszu,blok umieszczony na wziesieniu,moglismy więc zokien podziwiać nocą panoramę miasta.W dole opuszczony sad,w którym nie raz zapełnialismy nasze puste brzuchy pysznymi owocami.Mieszkał z nami Marcin, który teraz pewnie jest w Mayapur w Indiach.Zapuscilismy tam korzenie na dłużej, bo aż na półtora roku:):)
Własnie w tym mieszkaniu, na andresoli, do której mój małżonek sam zrobił i przytargał drabinę,w wyniku aktu miłości spłodziliśmy Filipa.

Osiedle na duńskiej










W 2005 roku,w okolicach zimy,przeniesliśmy się na drugi brzeg miasta.Ze względu na powiększenie się rodziny,potrzebowalismy więcej miejsca.Padło na mieszkanie na Jasnej.Ja z pikaczu w brzuchu,Wojtek oraz Bóstwa dostalismy najwiekszy, niebieski pokój.Oprócz nas, Ali,Agnieszki i czasami krótko bądz długoterminowych gości,mieszkały z nami dwa króliki Łata i Bobek.Było naprawdę ciekawie.

Ulica Jasna







W grudniu 2005 przenieślismy się do Stargardu Szczecińskiego.Mieszkaliśmy 3 miesiące w dużym ale raczej małoprzyjemnym jesli chodzi o wibracje mieszkaniu.Następnie wyprowadzilismy się do Kluczewa.Osiedle na którym mieszkaliśmy powstało z przerobienia radzieckiej bazy lotniczej,Mielismy urocze mieszkanko,okolica była cicha,otoczona drzewami.Było tam nam naprawdę dobrze:)

Stargard Szczeciński Ratusz








Polskie realia,czyli barak kasy,zmusiły Wojtka do wcześniejszego niż planowaliśmy,wyjazdu za granicę.8 maja 2006 roku poleciał do Wielkiej Brytani,ja całe lato spędziłam z Fifulcem u mojej mamy.
Od pażdziernika zaczynałam ostatni rok studiów, więc wróciliśy do Szczecina i zamieszkałam z młodym w tetniącym życiem akademiku.
Teraz od listopada 2007 roku jestesmy już wszyscy razem, mieszkamu w Greendale, w okolicach Exeter.Za parę tygodni przenosimy się pod Londyn,tak więc jak dotąd nie udaje nam się zagrzać miejsca na dłuzej....:)

przysiegam że zawsze....





Moja przysiega


Szukałam wsród ludzi, tej najważniejszej osoby, która by mnie otworzyła,która sprawiłaby że słowa będą płynąć swobodnie bez wysiłku z mojej strony.Potrzebowałam jej by móc powiedziec o wszystkim co jest we mnie, by moc zobaczyć w jej oczach błysk zainteresowania i zrozumienia.Szukałam kogoś, kto będzie się ze mną smiał, ganiał po łące nieistniejace motyle, przytulał polczek do kory drzewa.Kogoś kto otarłby dłonia łzy z mojej twarz, kto wziałby moje dłonie w swoje i sprawił że przestana drżeć.Teraz wiem że juz znalazłam....ciebie
Kocham cię,jesteś moim szczęściem.Twój obraz ktory noszę w serceu towarzyszy mi w każdym momencie.Jesteś zródłem mojego spokoju i radosci.Jestem wielka szczęsciara, móc zaczynać dzień budząc się u Twojego boku,iść przy Tobię ramię w ramię i móc być swiadkiem Twoich uczuć, marzeń i myśli.Chciałabym móc być z Tobą na zawsze, w tym życiu i w przyszłym.Chocby tylko jako kamień na którym zmeczony oparłbyś głowę aby odpocząć.Pragnę wieczności z Tobą........


Wojtka przysięga:

Nie wiem jak to opisać,kiedy woda nie gasi pragnienia, pożywienie nie tłumi głodu, a powietrze jest zbyt gęste aby nim oddychać.?

Nie wiem jak nazwać stan w którym życie staje się obowiązkiem.a na mysl o następnym dniu i egzystencji bez celu i nadzieji ogarnia zmęczenie i apatia?

Lecz wiem ze współczuję tym którym los zabrał nadzieję i sens istnienia.
Gdyż wiem że bez ciebie był bym jednym z nich.Jesteś moją drogą i celem podróży.

Ja i On

Po raz pierwszy spotkalismy się w 2001 roku.To był mój pierwszy rok studiów.Zamieszkałam w akademiku, na tym samym piętrze co Wojtek.Dzieliła nas odleglość trzech pokoi.Spotykalismy sie na korytarzu,bo tam często kwitło zycie towarzyskie studentów.Zaprzyjazniliśmy się.Pamietam długie rozmowy dla których zarywaliśmy noce.I tak trwało ta nasza przyjazń 1,5 roku,w końcu przyszło to co nieuniknione,pierwszy pocałunek, po którym juz nie było odwrotu:).Pokonczylismy dawne znajomości i zaczeliśmy wspólna wędrówkę która trwa do dzisiaj.
Pół roku po deklaracji że chcemy być razem, wzielismy ślub,była to czerwiec, noc świętojańska, rok 2003.