Dawno nie pisałam ,jak zwykle brak mi systematyczności.Dotyczy to wielu dziedzin mojego życia.Ech czasami brakuje mi słów do siebie samej.No ale wystarczy tego biczowania siebie. Co u nas nowego? W zasadzie nic,a jednak wewnątrz mnie wewnatrz mojej rodziny ciągle zmiany,doznania,uczucia i powody do radości.Dzisiaj wojtek poleciał na 10 dni do Polski-co akurat powodem do szczęscia nie jest.Zosytalismy z Harivenu sami,na dodatek młody przeziebiony no i pogoda za oknem mało ciekawa.Przez to że tak szaro,deszczowo i burzowo dzisiaj miałam całkowity marazm umysłowy.Dzień minął na obijaniu się,ale raz na kiedys nie zaszkodzi.
Parę dni temu po raz pierwszy w życiu podjęlam się wyrzeczenia-nie jadłam 5 dni.Byłam z siebie cholernie dumna chociaż wytrzymałam krócej niż planowałam.Pierwszy dzień głodówki minął bez problemów,bo miałam jeszcze zapasy:) Nastepnego dnia rano wydzielające się toksyny dały o sobie znać w postaci bólu głowy ,drżenia całego ciała i ogólnego osłabnienia.Udało mi sie jednak zwlec z łózka i w południe byłam w miare mobilna:) 4 dnia znowu miałam kryzys ale dopiero wieczorem.Kolejnego dnia zostałam jednak pokonana ,rozłożona na łopatki.Postanowiłam więc wyjść z głodówki.Zaczełam pić sok grejfrutowy(pycha,piję do dzisiaj codziennie) a wieczorem zjadłam lekką zupkę.Jak na piewrsze tego typu przedsiewzięcie nie było zle. Mój mąz oczywiście powalił wszystkich na kolana bo nie jadł ponad dwa tygodnie,schudł 10 kg ale patrząc z jakim zamiłowaniem wrócił do jedzenia myślę że szybko nadrobi zaległości :):)
Czekam aż młody zaśnie.Wypuszczę shakire żeby trochę pobiegała,w przytulę naszą świnke i obejrzę jakiś film.Jutro postaram się cos napisać.Czas nadrobił zaległości.Dobranoc
niedziela, 7 czerwca 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz